Frapujący wątek

17/05/2009

Retrospekcja. Ktoś niegdyś, sprzed miesięcy paru przekazał mi pewną tezę, która miała być czymś w rodzaju pochwały. Generalnie ujmując, nie zastanawiałem się wówczas nad poprawnością frazy, którą powyższa osoba się posłużyła. Minęło trochę czasu, zanim nawiązałem do ówczesnej sytuacji. Odnosząc się do sformułowania ‘mądrze pomyślałeś’, znalazłem jeden, kluczowy jak się okazuje błąd logiczny. Nie można bowiem ‘mądrze pomyśleć’, gdyż myślenie już samo w sobie zawiera elementy mądrości – niezależnie czy myślimy nad zadaniem matematycznym, rozwiązaniem problemu z brakiem pieniędzy, czy organizacją pracy. Choć nigdy nie byłem dobry w wyszukiwaniu środków stylistycznych (czy innych ‘badziew’) na języku polskim, to mimo wszystko udało mi się w niniejszym zagadnieniu ujrzeć oksymoron. W tym momencie narażę się na ostrzał ze strony prawdopodobnie większości ludzi, gdyż zapewne pierwsze co nasunie im się na myśl to fakt, że można chociażby ‘myśleć o niebieskich migdałach’. Samo powszechne powiedzenie ‘myśleć o…’ nie musi jednak wiązać się z procesem myślenia. Tak, jak w przytoczonym wyżej przykładzie, jest to w rzeczywistości zjawisko pobudzania wyobraźni.
Przez myślenie można zatem rozumieć uporządkowany ciąg racjonalnych pomysłów na rozwikłanie trudności, polepszanie istniejących schematów, czy doszukiwanie się sedna problemu. Mądrość zaś, już domyślnie jest zawarta w tym ciągu..


Banialuki na bok!

07/05/2009

Nareszcie, nadeszła ta długo oczekiwana chwila, po czterech latach katorgi i męczarni w niewyobrażalnych mękach. Mowa tutaj oczywiście o języku polskim – przedmiocie, który nie wnosi nic nowego do życia, a tym samym sprawia, że czujemy nierzadko z jego powodu ucisk intelektualny. Ostatnimi czasy mamy zaszczyt, a może nie tyle zaszczyt, co obowiązek zdawania z Kłopotem matury. Używam celowo słowa ‘obowiązek’, ponieważ nikt z nas nie przepada za tym beznadziejnym przedmiotem, który jest, a raczej był w samym sednie naszego tragizmu. Właśnie uświadomiliśmy sobie, że koniec z polskim raz, na zawsze.
Nasza agonia zakończyła się z chwilą zdania ustnego egzaminu, co wbrew pozorom nie było oczywiste dla wszystkich po wyjściu z sali, gdzie były przeprowadzane egzaminy. Nie zapomnę tych chwil do końca życia. Po egzaminach dekadenckie nastroje postanowiliśmy złagodzić napojami alkoholowymi, które w czasie oczekiwania na wyniki były niezbędne, jednak nie przyniosły one choćby minimalnej ulgi. Stres, jaki wszyscy przeżywaliśmy był naprawdę nie do opisania. Kłopot dostał bowiem ‘pytanie ostatniej szansy’, ja źle odpowiedziałem na jedno z dwóch pytań, inny kolega stwierdził, że prezentacja, którą mówił ‘nie poszła mu’, zaś jeszcze inny witał się już w myślach z komisją w sierpniu na poprawce. I tak po długim oczekiwaniu, nadeszła w końcu ta wiekopomna chwila… ogłoszenie wyników. Na szczęście WSZYSCY ZDALI. Właśnie z tą chwilą poczułem (zapewne nie tylko ja) niezmierną ulgę, jakby 25. kilogramowy kamień odciążył moją duszę. Coś niebywałego. Pomyśleć, że od tego momentu polski nie zagości już w szeregach moich półkul mózgowych pod jakimkolwiek przymusem. Uwolniłem się od tego jakże bezsensownego przedmiotu na długi, długi czas.