Nie dajmy się omamić

26/07/2011

Panuje czasami jakieś głębsze przekonanie na temat tego, iż niektórzy ludzie otoczeni są szczęściem trwającym raz dłużej, a raz krócej, niezależnie od nas, dominującego przez większość lub tylko przez sekundy życia ziemskiego.

Ja natomiast, nie nazwałbym tego szczęściem, lecz bardziej byłbym skłonny do tego, aby wysnuć (nie nazbyt idylliczną) tezę, która mówi nie o trafie i farcie, lecz o przewidzianym i celowym zachowaniu, którego skutkiem jest właśnie stan, nazywany przez większość ludzi szczęściem. Jest to bowiem wynik równania, na które składają się czynniki niejednej decyzji podjętej przez nas samych, a nie przez los. Oczywiście wynik ten nie zawsze jest zadowalający i w pełni nas satysfakcjonujący. Przekonanie panujące wśród ludzi jest zazwyczaj takie, że wszyscy, nawet ludzie nieświadomi tego, do czego dążą, chcą, aby wynik ten był jak największy, jak najbardziej dodatni, gdyż właśnie wówczas odczuwamy na ogół pojęte szczęście. Składa się na nie multum czynników, które dla każdego są inaczej zdefiniowane, w zależności od potrzeb, gdyż każdy człowiek jest niepowtarzalną indywidualnością. Aby jednak nie było za prosto, są też czynniki, które utrudniają osiągnięcie sukcesu. I tutaj przechodzę do kwintesencji. Tymi czynnikami bowiem są zazwyczaj niesprzyjające nam przyzwyczajenie, rutyna i zaburzone trzeźwe logiczne myślenie. Przytoczę tutaj sytuację, która przydarzyła mi się osobiście, a mianowicie, po podróży z miasta X do miasta Y miałem zamiar skorzystać z miejskiej komunikacji publicznej. Aby jednak nie zostać ukaranym przez panów sprawdzających bilety, potocznie nazywanych ‘kanarami’ należy bilet ten kupić. Mi, natomiast, studentowi jeżdżącemu przez 9 miesięcy autobusem na wykupionym bilecie miesięcznym, nie przeszło przez myśl, aby ów bilet zakupić. Właśnie w tej sytuacji zadziałała rutyna i przyzwyczajenie, a trzeźwe myślenie poszło daleko w las. Podobna sytuacja ma miejsce na przykład podczas jazy samochodem. Ilekroć jeździmy na pamięć, nie patrząc po raz tysiącktóry na znak, który cały czas stoi i w naszym mniemaniu będzie stać nadal na tym samym miejscu.

Sytuacji takich jest wiele, ja przytoczyłem tylko dwie. Trzeba pamiętać jednak, że przyzwyczajenie nie zwalnia z logicznego myślenia. Niekiedy może się okazać, że skutki mogą być znacznie poważniejsze niż mandat czy wymuszenie pierwszeństwa. Nie dajmy się oszukać naszym słabościom, nie poddajmy się złym przyzwyczajeniom, bo jak wszystkim bardzo dobrze wiadomo: rutyna zabija!


Płaćcie frajerzy

10/07/2011

Nie tak wcale dawno temu widziałem gdzieś przypadkiem w telewizorze kolejną reklamę/propagandę z cyklu ‘jesteście frajerami’. Wypowiada się w niej jakiś pan XYZ, któremu przypisano wysoką pozycję prezesa. ‘Przekonuje’ nas w niej, że jeśli będziemy sumiennie opłacać abonament radiowo-telewizyjny, to wówczas takie narzędzie, jakim jest telewizja stanie się uniezależnione od władzy politycznej, bo będzie w stanie finansować się wyłącznie z tytułu opłacanego przez nas abonamentu (w chwili obecnej oczywiście finansuje się zarówno z abonamentu, jak i ze skarbu państwa, czyli krótko mówiąc z naszych podatków). Pan prezes stara się przeciętnemu Janowi Kowalskiemu pokazać multum korzyści płynących z tego, że będzie płacił nie mały z resztą abonament. Między innymi chodzi o to, by udowodnić panu Jasiowi, że telewizja będzie jedynym wiarygodnym i zarazem najpewniejszym źródłem informacji, w którym to obiektywnie oceniać się będzie wszystkich, zarówno koalicję rządzącą jak i opozycję.
Niefart chciał, że równolegle odbywają się kolejne ‘afero-skandale’, poszukuje się kolejnych sensacji i okazji, by oczernić opozycję, a jednocześnie manipulować przyszłymi głosami wyborców. Z pewnych osób robi się mówiąc wprost debili i psychopatów, wmawiając odbiorcom, że tak w istocie jest. W związku z powyższym na jakiej podstawie ludzie mają uwierzyć, że w istocie będzie panował szeroko pojęty obiektywizm?
Nie wspominając już o potencjalnych partiach, które nie są w sejmie i w ogóle nie mają możliwości dotarcia do społeczeństwa ze swoimi programami poprzez telewizję (jakimś dziwnym trafem, ciekawe dlaczego). Niby nie ma czasu antenowego? To może w czasie wakacji, zamiast puszczania ludziom po raz dziesięciotysięczny ‘Stawki większej niż życie’, ‘Czterdziestolatka’, ‘Zmienników’, ‘Janosika’, ‘Samych Swoich’ (…), kilku powtórek dziennie serialowych tasiemców i tym podobnych, przeznaczyć ten czas dla partii, które chcą także się pokazać?
Jest to jednak temat na oddzielny artykuł, więc poprzestanę na razie na tym, co dzieje się aktualnie.
Gdyby nawet doszło do sytuacji, w której nagle wszyscy zaczynają słuchać szanownego pana prezesa, wynik byłby prawdopodobnie taki, że i tak nic by się nie zmieniło w kontekście uniezależnienia od władzy, a środki uzyskane od większej liczby płacących abonament zostałyby zapewne przeznaczone na podwyższenie stawek godzinowych dla prezenterów, osób robiących tak zwane żałosne ‘show’ lub innych, mniej widocznych pracowników.
Może przez wzajemny szacunek nie warto robić z ludzi idiotów.
Ludzie zaś winni pokazać honor, obudzić w sobie resztki racjonalizmu i nie stawać się idiotami.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.