Nie raz poruszałem już temat ruchu drogowego, ale to tym bardziej nie zniechęciło mnie, aby zaprzestać obserwacji w dalszym ciągu pod tym aspektem. Wiele sytuacji na drodze odbiega zdecydowanie od wpajanych wszystkim zasad na kursie prawidłowego jeżdżenia samochodem. Jednak to, czego dopuszczają się kierowcy na rondach przechodzi wszelkie wyobrażenia.
Wiadomo bowiem na ogół, iż kierunkowskaz włączany jest tylko i wyłącznie przy zjeździe z ronda, czyli dobitnie ujmując, przy skręcie w prawo, jednocześnie wyłączając się z ruchu okrężnego. Natomiast spora część ludzi, domniemam nie wykazujących się nazbyt umiejętnościami myślącymi, robi coś zupełnie innego. Jakby na przekór wszystkim podczas jazdy na rondzie, osobniki na pewno nie ‘homo sapiens‘ włączają lewy kierunek, tak aby uwidocznić że skręcają w lewo na rondzie, co jest całkowicie zbędne, bo określa to samo w sobie znak ronda – ruch okrężny. Niektórzy natomiast nie rozumieją tak skomplikowanego zagadnienia nad czym bardzo ubolewam. Poza nagminnie spotykanym włączaniem lewego kierunkowskazu denerwujące jest także to, że niektórzy w ogóle tego nie robią, nawet przy zjeździe. Jest to na pewno przejaw lekkomyślności kierowców, choć czasem mam wrażenie, że także i lenistwa. Nic bowiem prostszego machnąć wajchą do góry.
Cała sytuacja opisana przeze mnie wyżej, ma na celu zwrócenie uwagi na drobne rzeczy, które stają się uciążliwe nie tylko dla jednostek, ale podejrzewam, że dla większej ilości osób zmotoryzowanych. Włączanie kierunkowskazów lub ich nie włączanie w zależności od sytuacji jest bowiem szczegółem, a jak powszechnie wiadomo … diabeł tkwi w szczegółach.
Bez kategorii | Otagowane:
Opublikował/a Marcin