Angol godny politowania

02/08/2011

Przed kilkoma dniami wybraliśmy się z kolegą o jakże wdzięcznym pseudonimie ‘Maryś’ na wieczór kawalerski Makkiego, jednego z naszych starych, dobrych znajomych ze szkoły średniej. Tak zwany ‘event’ w dużej mierze wszedł w życie za sprawą Topola i Czarnego, naszych wspólnych kompanów na co dzień zamieszkujących dzielnicę zwaną Osową Górą. Zarówno cały tok przygotowań, jak i przebieg imprezy można w skali od 1 do 10 obiektywnie ocenić na 300. Sam wieczór kawalerski tworzy wyłącznie tło głównego wątku, mianowicie opisanie tego jakże bogatego w wydarzenia dnia (a w zasadzie dwóch dni), stanowiłoby temat na oddzielny artykuł.
Podczas trwania potocznie zwanych ‘baletów’ w jednym z miejscowych klubów, mając w swoich organizmach już znaczną ilość alkoholu etylowego, postanowiliśmy z Marysiem ‘przetestować’ znajomość niebywale popularnego w ostatnich latach (zwłaszcza wśród osób kształcących się w szkołach wyższych) języka angielskiego. Podszyliśmy się pod zupełnie fikcyjne tożsamości obywateli Anglii i Szwecji rzekomo biorących udział w programie Erasmus i próbowaliśmy dowiedzieć się od przypadkowych osób gdzie można się jeszcze pobawić w naszym mieście. Wyniki tego jakże ludycznego jak się okazało eksperymentu możemy jednogłośnie ocenić jako żałosne. Wielu osobom tylko wydaje się, że umieją mówić po angielsku, rzucając pojedynczymi słowami i próbując dogadać się za pomocą gestykulacji oraz używania w co piątym wyrazie polskiego odpowiednika. Oczywiście wzięliśmy sporą poprawkę na fakt, że osoby biorące udział w eksperymencie były już mocno ‘zalane’ i ledwo trzymały się na nogach. Posługiwanie się w miarę składnymi zdaniami w języku polskim stanowiło dla nich nie lada wyzwanie, a co dopiero w języku angielskim.
Z drugiej strony, mieliśmy z Marysiem podobne zaburzenia linii horyzontalnej, a mimo to zachowaliśmy resztki ‘trzeźwego umysłu’, choć może to określenie nie jest w tym przypadku zbyt trafne.
Całe nasze doświadczenie zakończyło się podczas drogi powrotnej do domu, kiedy to na ulicy Dworcowej spotkaliśmy pana, który na pierwszy rzut oka wydawał się pospolitym żulem, a jak się później okazało stanowił połączenie żula i robotnika państwowego zakładu produkcyjnego. Na naszą podobną gatkę zareagował niezwykle szybko, mówiąc mniej więcej coś w tym stylu: ‘Ty nie pierdol tutaj farmazonów, słyszałem jakżeś kurwa dwie ulice wcześniej po polsku nawijał..’. Tym samym zwykły, szary, prosty człowiek okazał się najinteligentniejszą ze wszystkich osób, które dane nam było tej nocy spotkać na swojej drodze. Chcielibyśmy mu z tego powodu życzyć wszystkiego dobrego!


Niedorzeczne farmazony

13/06/2009

W obecnym czasie wolnym często, a przynajmniej częściej niż zwykle miewam chwile, podczas których dokonuje przeglądu prasy codziennej. I otóż podczas czytania gazet można się nie tyle dużo dowiedzieć o przeróżnych sprawach politycznych i gospodarczych, lecz również dobitnie doświadczyć uczucia jak ‘płytcy’ ludzie rządzą w naszym kraju. Sam fakt, iż obecna sytuacja w Polsce nie jest najlepsza powinno świadczyć o bardzo zapalczywych staraniach ludzi u władzy by ten stan rzeczy zmienić. Niestety jest dokładnie na odwrót. Wprowadzanie bezmyślnych ustaw i przepisów jest głównym tematem zainteresowań i jak się okazuje działań polityków i prezesów.

Przechodząc do sedna, sprawa, którą chcę poruszyć dotyczy konkretnie branży ubezpieczeniowej. Ta kwestia mówiąc ściślej dotyczy kierowców, dlatego w szczególności jestem nią przejęty. Otóż na dniach zostanie uchwalone nowe prawo o ruchu drogowym oraz nowelizacja ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Po tych zmianach wykupienie ubezpieczenia nie będzie obowiązkowe. Policja nie będzie mogła jak dotychczas odholować samochodu, jeśli nie będziemy mieli polisy OC przy sobie. Co więcej, kara, za nie posiadanie ubezpieczenia wynosić będzie tylko 50 zł. Absurd. Po prostu istna paranoja. Prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń – Jan Grzegorz Prądzyński tak przedstawia ów problem: ‘Wskutek zmiany prawa uniemożliwiono wyłącznie nieubezpieczonego pojazdu z ruchu drogowego’. Dziać się tak będzie, ponieważ osoba złapana na gorącym uczynku dostanie mandat i prawie bezkarnie pojedzie dalej. A znając naród polski, niezwykle przebiegły i przewrotnie inteligentny po uiszczeniu opłaty i tak nie wykupi OC. Dotyczy to głównie kierowców jeżdżących starszymi autami, których zwyczajnie nie stać na wydanie kilkuset złotych. Jedynym plusem takiego pobłażania będzie nad wyraz bezwzględna konsekwencja zapłacenia ok. 3 tys. zł kary za spowodowanie wypadku autem nie posiadającym ubezpieczenia. Parlament pod pretekstem ułatwienia życia kierowcom doprowadził do sytuacji kuriozalnej, w której za brak podstawowego ubezpieczenia, jakim jest ‘Obrona Cywilna’ grozi tylko i wyłącznie 50 zł grzywny.

Nie zawracałbym sobie głowy tym problemem gdyby nie to, że sytuacja, jaka może powstać będzie bardzo niebezpieczna dla wszystkich uczestników ruchu drogowego. Znów niestety jesteśmy świadkami nazbyt wybujałej wyobraźni naszych pryncypałów, która w taki czy inny sposób może prowadzić do ogólnie nieodczuwalnych, a jednak bardzo dotkliwych pojedynczych tragedii. Jedyne, co pozostaje to mieć nadzieję, że jakimś cudem ustawa nie wejdzie w życie.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.