Groteska kolei polskich

08/05/2008

Mus nie jest moim silnikiem napędzającym motywację, ale kiedy to niekorzystne zjawsko już wystąpi, taki tak trzeba wziąć się w garść i stawić czoło danemu wyzwaniu. Niniejszego dnia musiałem przyjechać do Bydgoszczy w celu odbycia dalszej części kursu na ratownika WOPR.
Otworzyłem oczy około godziny 5:30, aby zdołać wyrobić się w czasie, który dzielił mnie od odjeżdżającego w kierunku Bydgoszczy pociągu…

Toaleta, szybki ubiór, pakowanie w biegu i przez to wszystko brak śniadania na żołądku. Zdążyłem…
Po niedługiej chwili podróży dotarłem do miejsca przesiadki, gdzie kupiłem drugi bilet i wsiadłem do podstawionego pociągu, a z uwagi na fakt, iż kobyła należąca do Polskich Kolei Państwowych opuszczała stację za około 15 minut włączyłem muzykę, zanurzyłem się w dźwiękach emitowanych przez słuchawki i walnąłem kimę, rozwalając się na conajmniej średniowygodnym siedzeniu. Kilka minut później zobaczyłem paru (chyba pięciu) totalnie ogolonych na głowie panów w dość jednoznacznych ubiorach (dresach) wyzywających konduktora i rzucających butelkami po peronie. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia do momentu, kiedy zobaczyłem jak zaczynają uciekać i to w sumie bez bliżej znanej mi przyczyny. Chwilę później ludzie z mojego przedziału zaczęli przesiadać się do przodu w dość zdecydowanym, niemal rozpaczliwie szybkim tempie. Zrozumiałem, że w tym momencie zaczyna się dziać coś niedobrego, choć początkowo przypuszczałem, że to tylko głupie odczepianie wagonów… Nie mogłem tylko znaleźć sedna sprawy łącząc w całość wszystkie wydarzenia, które dzisiaj zobaczyłem. Wyjąłem słuchawki z uszu i w ciągu dwóch sekund wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem bowiem chyba ze trzysta wrzeszczących gardeł w każdą stronę świata, które wydawało się, że miały dodatkowo bezpośrednie spotkania z napojami posiadającymi w swoim składzie alkohol etylowy. Zorientowałem się, że są to kibice, po usłyszanych skądś słowach ‘Zawsze i wszędzie, policja j***na będzie!’. W krótką chwilę później usłyszałem donośne wrzaski: ‘Arka Gdynia! Arka Gdynia!’. Wówczas nie wiedziałem jeszcze, że będzie to moja pierwsza w życiu podróż pociągiem, w której mój bilet nie zostanie poddany weryfikacji… i generalnie nie ma w tym nic dziwnego.
O dziwo kibice wykazali się (w ich skali) stoickim spokojem, niemniej w niejednym z pasażerów kolei polskich udających się w ów czasie w stronę ósmego co do wielkości miasta w Polsce wzbudzili poczucie stresu z domieszką strachu. Z drugiej strony zastanawiam się czy początkowa ewakuacja ludności ‘na przód’ pociągu była jakkolwiek racjonalnie przemyślana, ponieważ gdyby kibice chcieli zrobić z pasażerami co wyobraźnia by im do mózgu przyniosła, to siłą rzeczy i tak dostaliby się do innych wagonów albo (do czego ku szczęściu nie doszło) zatrzymaliby pociąg na trasie, a wtedy…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.