Niekonwencjonalna parada absurdów

25/06/2008

Zwyczajny dzień, słoneczny, ciepły i jednocześnie tak samo szary jak podczas trwania roku szkolnego. Postanowiłem tego dnia zrobić spontaniczny wypad do księgarni, co było nierozerwalnie związane z wykorzystaniem autobusu i tramwaju MZK w celu przemieszczenia się z punktu A do punktu B. Już na samym początku gniew zaczął mną trzepać, kiedy przepadły chyba dwa autobusy i zmuszony byłem spędzić dodatkowe piętnaście minut na przystanku przy palącym słońcu i kumulujących się przyszłych pasażerach pojazdu komunikacji miejskiej. W końcu nadjechał stary, nieszczęsny środek lokomocji marki Volvo w biało-niebieskich barwach z poprzyklejanymi reklamami mającymi rzekomo zwrócić uwagę podróżnych. Rozwaliłem się na pojedynczym siedzeniu i zagłębiłem w rytmy oraz słowa słuchanej muzyki. Ukojenie nerwowe trwało zaledwie dziesięć minut, do momentu w którym ludzie zerwali się, by zapalczywie złapać za bilety. Oznaczało to jedno – kanary. Przez cały rok szkolny nie miałem weryfikacji biletu, a tu nagle chłopaki wybrali sobie dzień, w którym już zdążyłem się poirytować. Jak się później okazało nie była to ostatnia rzecz niniejszego dnia, która wywołała we mnie frustrację. W tramwaju (jak zwykle przepełnionym) znalazłem sobie co prawda dobrą miejscówkę, ale pewna pani doszła do wniosku, że wepchnie się w nią przede mną i faktycznie, udało się jej. Na domiar złego z drugiej strony stanął sobie facet z bujną fryzurą i pokaźną witą, grzebiąc coś w telefonie. Z uwagi na fakt, że pojazd szynowy, do którego wsiadłem był nowej generacji, a wewnątrz znajdowało się w ścisku kilkudziesięciu ludzi, szanowny pan motorniczy nie raczył pomyśleć przez chwilę i wyciągnąć daleko idących wniosków dotyczących poprawy podróży pasażerom i uruchomieniu jednym przyciskiem skomplikowanej poniekąd funkcji o równie egzotycznej nazwie ‘klimatyzacja’, no bo po co? Przy wysiadaniu (pomimo, że jechałem zaledwie jeden, długi przystanek) byłem mokry, a widok ceny paliwa przy miejscowej stacji benzynowej nie pozwalał mi za żadne skarby ochłonąć. Umówmy się, czy napis ‘PB 95: 4,58‘ jest w jakimkolwiek stopniu w stanie poprawić samopoczucie?

W księgarni chwila namysłu, wybór książek i kierowanie się do kasy. Wykonanie całej czynności zajmuje mi pięć do dziesięciu (maksimum) minut. Ale zanim opuściłem wielki labirynt półek musiałem przez chwilę się zatrzymać i wysnuć pewne refleksje. Zaintrygowały mnie dwie osoby, na które zwróciłem uwagę ukradkiem przebierając gazety na półkach i przeglądając niektóre z nich. Weszły, wzięły jedną/dwie książki, popatrzyły na okładki, przeczytały recenzje, spojrzały na cenę, odłożyły je na miejsce i wyszły. Cała czynność zajęła im piętnaście minut, które przeznaczyłem na zapoznanie się z bieżącymi wydarzeniami z kraju i ze świata, które na dobrą sprawę mogłem spędzić na wygodnym fotelu przy kawie i ciastku. Kolejny nonsens, który mnie napotkał. Musiałem o nim napisać, bo stopniowo rośnie liczba ludzi, którzy chodzą po sklepach aby popatrzeć na błyskotki, przymierzyć drogie ciuchy i najlepiej zrobić sobie zdjęcie, żeby później pokazać znajomym jak to się świetnie w nich wygląda. Stawiam pytanie, czy życie w tym kraju robi się coraz droższe, czy to może efekt rosnącego skąpstwa i imaginacja życia w dostatku robi w głowach tych osób pewne ograniczenia w racjonalnym myśleniu i poszanowaniu czasu wolnego?

Wychodząc z klimatyzowanego pomieszczenia zaczepia mnie cichociemny facet z reklamówką pytając czy nie potrzebuję perfumów. Totalnie olewam jego propozycję, zmieniam kierunek poruszania się i myślę sobie, że chyba dzisiaj zwariowałem, albo po prostu nie powinienem był opuszczać ścian domu. Oczywiście zanim zdołałem dojść na przystanek tramwajowy, pojazd uprzedził mnie o kilka sekund. Generalnie miałem do pokonania tylko przejście dla pieszych, ale dwupasmowa jezdnia była w owym czasie zatłoczona od przejeżdżających samochodów. Wymuszenie pierwszeństwa było wariantem bardzo ryzykownym i po dokładnej analizie szans na dostanie się na drugą stronę bez utraty zdrowia, uznałem że lepiej będzie zaczekać jeszcze kilka sekund. Na szczęście z tramwaju ‘wysypało się’ sporo ludzi, co pozwoliło mi zaoszczędzić trochę czasu do jego odjazdu. Zdążyłem… Cały mokry czekałem aż pojazd zbliży się do pętli i zająłem miejsce przy drzwiach w celu jego opuszczenia. Przede mną stała starsza (50 lat) pani, która została stratowana przez jednego z bandy małych dzieci w wieku szkoły podstawowej. Zwróciła mu co prawda uwagę, ale z tego co zdołałem zauważyć swoim zachowaniem spuścił ją na drzewo. Wsiadłem do autobusu i jedyne miejsce siedzące jakie zastałem było po stronie ciągle nasłonecznianej. Błyskawiczny rachunek pozwolił mi stwierdzić, że około 95% trasy powrotnej będzie nadal oblegana przez promienie słoneczne, jednak z dwojga złego zdecydowałem się usiąść w słońcu niż stać w cieniu. Na domiar złego wokół mnie rozsiadło się stado szczyli (tych samych co przepychali się w tramwaju), których sposób porozumiewania się wysoko odbiegał od ogólnoprzyjętych norm, gdyż dał się słyszeć pomimo bezpośredniego kontaktu moich uszu ze słuchawkami przenoszącymi dźwięki z odtwarzacza. W tym miejscu rodzą się kolejne pytania: czy ja jestem przewrażliwiony, czy to może efekt swego rodzaju patologii, zaniechania przez ich rodziców przekazywania im wartości i sposobu kulturalnego zachowania w miejscach publicznych. Im jestem starszy tym bardziej działają na mnie rozwydrzone, krzyczące ‘gzuby’.

Na koniec przy wysiadaniu, tak na zakończenie ‘udanego’ wypadu podczas zajęcia miejsca przy drzwiach autobusu, staje obok mnie skacowany, śmierdzący żul w brudnej odzieży i z ‘menelską opalenizną’ na skórze. Czym prędzej pospieszam do domu, żeby już nic podobnego mnie dzisiaj nie spotkało. Jem obiad, doczytuję drugi rozdział pierwszej lepszej książki i przemęczony zasypiam.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.