Chwilowy marazm uwidoczniony nutą paniki

01/02/2009

Pora po długim czasie coś wpisać, zwłaszcza jeżeli ostatnie dni mijały pod wielkim znakiem zapytania i niepowodzenia. Rozczarowania niemal w każdym elemencie ludzkiej egzystencji, począwszy od tragicznej pogody, braku promieni słonecznych, depresji po typowe ‘szkolno-naukowe’ wpadki, wynikające co ciekawe w większości nie z własnej winy oraz treningowe podłamanie dwiema ‘glebami’ w przeciągu dwóch ostatnich OWB’jek i WB’jek. Perspektywa zbliżającego się nieubłaganie kolejnego tygodnia bardzo zaniża mój poziom pewności siebie, zwiększając tym samym zmęczenie psychiczne. To chyba najbardziej widoczny dowód na to, że potrzebne są ferie zimowe. Powoli wszyscy dostają w baniak, a przejawia się to na różnorakie sposoby.
Jeżeli już browar z kumplami nie wywołuje w kimś starego, dobrego entuzjazmu, to oznacza jedno – jest źle, ba tragicznie!
Najwyższa pora zacisnąć zęby i brnąć na przód. Nie rozglądając się na boki robić swoje i starać się czynić to jak najlepiej.
Po kilku godzinach dzisiejszej nauki doszedłem do wniosku, że muszę napisać o tym notę, by choć przez chwilę oderwać myśli od szarej rzeczywistości (pomijając oczywiście wcześniej wykonany, jakże zbawienny dla umysłu trening). Dlategoteż czując parowanie głowy, uczucie bliskie dostaniu w dekiel po pochłoniętych tysiącach, jeśli nie dziesiątkach tysiący różnorodnych słów tworzących rzekomo logiczne całości, usiadłem i napisałem przestrogę dla ludzkości, by nie odkładać tylu rzeczy na ostatnią chwilę i jeśli to tylko możliwe, załatwiać je jak najszybciej, biorąc poprawkę na życiową nieprzewidywalność.
Z drugiej strony takie chwile również są potrzebne ku rozwojowi, doświadczeniu, hartowaniu (…). Na tym polegało, polega i na pewno długo będzie polegać szare życie zwykłego, przęciętnego człowieka nieustannie dążącego do (szczęścia?) realizowania swoich mniej lub bardziej ukrytych celów.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.