Pytania z serii dlaczego

22/09/2011

Kończy się jakże wspaniały okres wakacyjny. Wielu z nas zapewne już myślami siedzi gdzieś w ławkach lub robi kolejne projekty. Pomału wkrada się do każdego umysłu odrobina nurtu sentymentalnego. Zaczynamy wspominać jak efektywnie spędziliśmy czas wolny od nauki i czy mogliśmy go jeszcze lepiej wykorzystać.
Przywołując wspomnienia, zacząłem przypominać sobie kilka pytań, które to nasunęły mi się w podczas ostatnich trzech miesięcy, a których za bardzo nie miałem czasu bądź chęci przenieść ‘na papier’. W zasadzie wszystkie pytania zaczynają się tak samo: ‘Dlaczego.. ?’.
Pierwsza sytuacja miała miejsce, kiedy przemieszczałem się rowerem na wcale nie krótkiej trasie poprzez okoliczne wioski, tudzież ‘wypiździejewa’. Pełno przywiązanych do bud/uwięzionych na łańcuchach psów, non stop szczekających i robiących hałas na całą okolicę, jeden przez drugiego. Pytam się dlaczego ludzie trzymają psy, jeżeli nie pełnią one absolutnie żadnych pożytecznych funkcji (nie pilnują, bo jak mają pilnować będąc ‘uziemione’, nie pracują w zaprzęgach jak np. Husky w typowo zimowych krajach, nie są wychowywane, więc nie mogą nawet bawić się z nimi dzieci), a stanowią tylko i wyłącznie zbędny koszt dla właścicieli i są przekleństwem dla sąsiadów, którzy akurat ujadania psów 24/h nie tolerują.
Kolejna sytuacja dotyczy momentu, w którym to do mojej głowy dotarły informacje jakie wynagrodzenie otrzymuje ta cała masa telewizyjnych klaunów w tak zwanych ‘programach rozrywkowych’. O ile dobrze pamiętam, osoba ‘zarabiająca’ najmniej ma miesięczne wynagrodzenie w wysokości około 20 tysięcy złotych. Pominę tych, co ‘zarabiają’ najwięcej. Pytam się dlaczego? Tylko dlatego, że regularnie pokazuje się facjatę przed kamerą i fascynuje motłoch układanymi przez kogoś lub własnymi chamskimi bądź ze skrajności w skrajność ‘fascynującymi’ tekstami typu ‘och’ i ‘ach’? Każdy, kto funkcjonuje na rynku pracy doskonale wie ile trzeba się nagimnastykować, żeby zarobić tyle w ciągu kilku miesięcy..
W zasadzie pozostawię to bez dalszego komentarza, jednak dziwi mnie, że ludzie pomimo podobnego zbulwersowania, pozwalają na to i nieustannie przymykają na to oko. Dlaczego?
I na domiar wszystkiego w dniu wczorajszym dowiedziałem się, że jedna z najbardziej popularnych amerykańskich grup rockowych R.E.M. zakończyła swoją działalność. Pytam się dlaczego? Bardziej jednak ubolewam nad tym faktem, bo oznacza to, że pomału wielkie zespoły grające muzykę przez wielkie ‘M’ schodzą ze sceny, a wśród nowych pokoleń muzyków jest spory deficyt zespołów tworzących prawdziwą muzykę. Niedługo ostaną się wyłącznie techno-śmieci i jedyne czym przyjdzie nam żyć, to tym, co ludzie umieli zagrać w przeszłości, a w zasadzie tym, jak umieli wpływać na duszę człowieka. Odczuwam z tego powodu niewysłowiony żal.


Katorżnicza przygoda

17/08/2011

Zainspirowały nas filmy nagrane przez Jacka Heliasza zarówno rok, jak i dwa lata temu. Postanowiliśmy więc z Marysiem wziąć udział w najtrudniejszym biegu w Polsce, Biegu Katorżnika odbywającym się 14. sierpnia w Kokotku koło Lublińca. Ponad rok odliczania, niepewność i ogromne nerwy przy zapisach, by w końcu doczekać się tej wspaniałej chwili. Przeprawa przez jezioro, szuwary, bagna i szeroko pojęte błoto, rowy melioracyjne, betonowe rury i całe setki przeszkód terenowych (naturalnych i sztucznych) należy chyba do najpopularniejszej w kraju, co też dało się zauważyć w dniu zapisów, gdzie po dziesięciu minutach nie było już wolnych miejsc. Bieg był najdłuższy w całej swojej siedmioletniej historii, gdyż liczył około 13km, które pokonaliśmy w nieco ponad 3 godziny. Na trasie padało wiele cytatów z poprzednich edycji: ‘- o co chodzi w Katorżniku, przed nami’, ‘- no i na to żeśmy czekali’, ‘- gdzie jest Wodnik Szuwarek!?’, ‘- ciśniesz, jeszcze weźmiemy paru’, a także całe mnóstwo epitetów powszechnie uznawanych za nieeleganckie. Te drugie dało się słyszeć, tudzież wymawiać w momencie, gdy któryś z zawodników nadział się na konar, beton, korzeń, lub dostał gałęzią drzewka iglastego po twarzy.
Na mecie wyglądaliśmy co najmniej seksownie. Wniosek ten wysnuliśmy po tym, gdy pani wręczająca spore kawały żelastwa ‘całowała się’ z nami. Z resztą nie wierzących odsyłam do zdjęcia poniżej.
Wysokie wpisowe nie odstraszyły nas od podjęcia wyzwania, a całe mnóstwo znajomych dowiedziawszy się o tym, uznało nas za niespełna rozumu kretynów, psychopatów i masochistów w jednym. Inni przeżywali przy tym większy stres niż sami uczestnicy w trosce o to, byśmy nie wyrządzili sobie krzywdy. A przecież o to nam właśnie w dużej mierze chodziło. Myślcie co chcecie! Nie żałujemy! I co więcej jeszcze nie raz pojawimy się na tym cudownym biegu, gdzie można dać upust testosteronowi i pokazać, że posiada się tak zwane jaja.
W rezultacie wszyscy i tak się cieszyli i mieli wiele powodów do śmiechu oglądając filmy i zdjęcia z naszych dokonań.


Sielanki ciąg dalszy

02/06/2009

Otóż na wstępie chciałbym napomknąć na nie byle jaki rok ubiegły, ale również i obecny. Precyzyjnie mówiąc mam na myśli rok, który po rozsądnej analizie i głębszym przemyśleniu nie wypada nazwać ‘szkolnym’, gdyż nie miał on w zupełności nic z nim wspólnego, no może trochę. Ale tak naprawdę to nie było w nim ani dużo nauki, ani dużo pracy (w porównaniu z ubiegłymi trzema). Istna sielanka, bez większych zobowiązań spowodowała, że mieliśmy tymczasowy odpoczynek psychiczny.

Tak więc calusieńki czas przeznaczony w reguły na ‘nicnierobienie’ pojmowane jako siedzenie w szkole i przeglądanie Internetu tudzież innych serwisów informacyjno-obyczajowo-satyrycznych był marnotrawiony w wielkich ilościach. Marnowany nie tylko na bzdury, ale rzeczy niepotrzebne, które powodowały nasze chaotyczne, nieco wymuszone działanie w kierunku dowolnym. Dryfując po bezdrożach wyobraźni oddaliśmy się chwili relaksu. Ale nie oznaczało to bagatela, że w cieniu nadchodzących ów matur nie przygotowywaliśmy się do nich. Lecz gdy spojrzymy na wszystko po pewnym czasie już z perspektywy absolwenta (nie chodzi tu bynajmniej o markę wódki) to sytuacja zaczyna się powtarzać. Z małym jednak wyjątkiem. Obecnie nie trwonimy naszego ‘wroga’ (bo czymże jest czas) na głupoty. Dobra książka, film, urokliwe wypady rowerowe z Kłopotem oraz nieodłączne, regularne wspomaganie Białowieskiego Parku Narodowego bardzo dobrze wypełniają naszą teraźniejszą nudę. Nie pozostawiamy ani chwili na dyrdymały nie wliczając leniuchowania w formie odpoczynku. Sielskie życie płynie, a my nie wyobrażamy sobie, że kiedyś w końcu się ono skończy. Obecna bukolika trwała przez czas długi, trwa nadal, a co więcej będzie trwała jeszcze przynajmniej przez kolejne 4 miesiące. Celowo używam słowa ‘przynajmniej’, ponieważ niektórzy abiturienci, którzy wybiorą kierunki studiów związane ściślej z dalszą rekreacją niż z zdobywaniem wykształcenia wyższego będą mieli przedłużone wakacje.

Nam natomiast należy się w końcu solidny odpoczynek po katordze, jaką przeszliśmy i wzmocnienie zarówno psychiczne jak i fizyczne przed kolejnym, nie ukrywajmy decydującym o naszym dalszym życiu prywatnym, a zwłaszcza zawodowym szczeblem egzystencji jakim są studia. Mam nadzieje, że taki stan rzeczy, jaki jest aktualnie będzie gościł u nas jak najdłużej, czego sobie i Kłopotowi z całego serca życzę.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.