Degenerat w moro

14/11/2009

Tytuł artykuły brzmi raczej jak tytuł jakiegoś fantastycznego opowiadania i nawet poniekąd je stanowi, za wyjątkiem słowa kojarzonego z wyobraźnią. Która to już z kolei podróż polskimi kolejami, podczas której odnosiłem wrażenie, jakby jakiś czas temu nastąpił spadek rozwoju intelektualnego ludzkości. O tym po raz kolejny traktować będzie niniejszy wpis.
‘Degenerat w moro’ usiadł, a w zasadzie ‘rozwalił się’ naprzeciwko mnie podczas jazdy pociągiem, kierującym się ku północy. Z początku wydawał się osobą w miarę spokojną. Z twarzy wyglądał na trzydzieści parę lat, miał świeży zarost, czarny sweter, ubrudzone od błota czarne buty i.. spodnie moro. Wyciągnął i położył na stoliku dwa telefony. Z początku myślałem, że może chce w ten sposób pokazać jaki jest ‘fajny’, albo ‘ważny’. Po chwili zaczęła się prawdziwa masakra. ‘Typ’ niniejszy począł wykonywać przeróżne telefony. Raz do kobiety, która była mu dłużna pieniądze, raz do żony, raz do matki, a jeszcze innymi razy do kumpli. Można było usłyszeć przeróżne sposoby wysławiania i zachowania się: zaawansowany slang, mowę potoczną, kolokwializmy, czy wybuch rechotu na cały przedział. W zasadzie szybko zaznaczył swoją obecność w sposób negatywny.
Najbardziej groteskowe jednak było jego oświadczenie, że w niedzielę zamierza udać się do spowiedzi.. Przez niemal całą drogę, czyli jakieś trzy godziny nieustannie rozmawiał przez telefon lub jadł słodkie bułki popijając jogurtem, by w rezultacie pozostawić po sobie ogromny syf.
Oczywiście nie obyło się bez ‘sieczki’ puszczonej przez głośniczek telefonu, czy przez słuchawki odtwarzacza mp3, które jednak swoją jakością powodowały, że słychać było dźwięki w całym przedziale.
W pamięci mej najbardziej utkwiły jednak słowa kierowane do swojego synka, których parafraza przedstawia się w następujący sposób: ‘No siema mały, tatuś wróci w niedzielę, wiesz? Taaak synku, zrobimy zwałę. No nie pierdziel, że nie tęsknisz, mały.. Tatuś cie kocha, wiesz? A ty mnie kochasz? No jak to młody? Trzymaj się, pozdrów mame, nara.’.
Mógłbym to pozostawić bez komentarza i tak chyba zrobię, gdyż każda osoba w miarę inteligentna sama doskonale zda sobie sprawę z tego, jak mógłbym w tym momencie o tej rodzinie pomyśleć.
Kiedy to ‘degenerat’ wysiadł w końcu na swojej stacji, rozległy się przeróżne wrzaski dobiegające z peronu. Kiedy osobowy ruszył w końcu dalej, dostrzegłem wyżej wspomnianego ‘tatusia’ z kolegami poubieranymi w luźną odzież, stojącymi wraz z kilkoma butelkami wódki, pokazującymi jakieś gesty w kierunku oddalającego się pojazdu szynowego.
Zastanawia mnie jak sytuacja wyglądać będzie za lat kilka, jak bardzo nasz naród zostanie poddany degeneracji przez nieustannie zaniżający się poziom edukacji w szkołach podstawowych, gimnazjach, czy szkołach średnich lub zawodowych. Szkoła oprócz poszerzania horyzontów wiedzy i myślenia, winna również uczyć dyscypliny, pewnej etyki, z której coraz to bardziej się szydzi i totalnie ją olewa.
Przez to właśnie kreują się „degeneraci w moro”, którzy przekazują swoją głupotę kolejnemu pokoleniu. Podstawowymi wartościami zaś są u nich alkohol, zabawa, dorywcze pieniądze i rozstrzyganie nieporozumień przy użyciu pięści.
Ciekaw jestem jak takie osoby odnajdują się w społeczeństwie, gdyż stanowią oni raczej hermetycznie zamkniętą grupę, która winna być na dobrą sprawę odizolowana od normalnych ludzi lub po prostu poddana solidnej resocjalizacji.
To właśnie dowód na to, że demokracja w naszym kraju bardziej przyczynia się do niszczenia niż rozwijania kultury. Niektórym po prostu ‘wolność’ mocno szkodzi, czy są tego świadomi, czy nie.


Frapujący wątek

17/05/2009

Retrospekcja. Ktoś niegdyś, sprzed miesięcy paru przekazał mi pewną tezę, która miała być czymś w rodzaju pochwały. Generalnie ujmując, nie zastanawiałem się wówczas nad poprawnością frazy, którą powyższa osoba się posłużyła. Minęło trochę czasu, zanim nawiązałem do ówczesnej sytuacji. Odnosząc się do sformułowania ‘mądrze pomyślałeś’, znalazłem jeden, kluczowy jak się okazuje błąd logiczny. Nie można bowiem ‘mądrze pomyśleć’, gdyż myślenie już samo w sobie zawiera elementy mądrości – niezależnie czy myślimy nad zadaniem matematycznym, rozwiązaniem problemu z brakiem pieniędzy, czy organizacją pracy. Choć nigdy nie byłem dobry w wyszukiwaniu środków stylistycznych (czy innych ‘badziew’) na języku polskim, to mimo wszystko udało mi się w niniejszym zagadnieniu ujrzeć oksymoron. W tym momencie narażę się na ostrzał ze strony prawdopodobnie większości ludzi, gdyż zapewne pierwsze co nasunie im się na myśl to fakt, że można chociażby ‘myśleć o niebieskich migdałach’. Samo powszechne powiedzenie ‘myśleć o…’ nie musi jednak wiązać się z procesem myślenia. Tak, jak w przytoczonym wyżej przykładzie, jest to w rzeczywistości zjawisko pobudzania wyobraźni.
Przez myślenie można zatem rozumieć uporządkowany ciąg racjonalnych pomysłów na rozwikłanie trudności, polepszanie istniejących schematów, czy doszukiwanie się sedna problemu. Mądrość zaś, już domyślnie jest zawarta w tym ciągu..


Nie kończ w środku!

11/07/2008

Natenczas dopadła mnie filozoficzna myśl, którą zawarłem w tytule… Niemożliwe bowiem jest zakończyć coś w trakcie z powodzeniem. Jeśli już zabieram się do czegoś do staram się to wykonywać od początku do pełnej perfekcji, tak bynajmniej było za dawnych czasów, kiedy to moja wysuszona przez chlor skóra miała codziennie podwójne zetknięcie z pływalnią. Okazuje się jednak, że jest wiele rzeczy, które nie do końca zrobiłem w taki sam sposób, czego efekty uwidaczniają się dopiero po jakimś czasie…

Robiąc głupie porządki i wyrzucając masę zbędnych i nieprzydatnych przedmiotów zacząłem się zastanawiać, dlaczego jeszcze do niedawna marnotrawiłem na nie pieniądze. Nierozerwalnie zaczynam cofać się do przeszłości analizując ówczesne potrzeby i dochodzę do wniosku, że byłem zwyczajnie głupi. W głowie rodzą się myśli i wnioski, ale wśród powstałych okoliczności staję się w pewnym sensie zagubiony. Nie potrafię poukładać sobie przebiegu zdarzeń i choć czasami uroiło się w łepetynie pocieszenie, że dane dobro było mi niegdyś przydatne, to w chwilę później pojawiła się krytyka czasu teraźniejszego mówiąca, że nie będzie mi to już potrzebne.

Tkwiąc pośrodku problemu nie można spośród masy dróg odnaleźć tej właściwej prowadzącej do jego rozwiązania, gdyż szereg zakrętów nie pozwala jednoznacznie wybrać odpowiedniego wyjścia. Jednak teraz już wiem, że jest na to dobry sposób, zwany widokiem z helikoptera. Dzięki niemu możemy dostrzec właściwe rozgałęzienie…

W kwestii porządkowej ma to się tak, że zanim nabędziemy daną rzecz, należy z perspektywy śmigłowca ocenić, czy w przyszłości nie będziemy musieli się jej z mniejszych bądź większych względów zwyczajnie pozbyć. Oszczędzimy tym samym czas, pieniądze i całą rzekę niepotrzebnych refleksji prowadzących do… środka, w którym koniec wydaje się być rezultatem absurdalnym.