Płaćcie frajerzy

10/07/2011

Nie tak wcale dawno temu widziałem gdzieś przypadkiem w telewizorze kolejną reklamę/propagandę z cyklu ‘jesteście frajerami’. Wypowiada się w niej jakiś pan XYZ, któremu przypisano wysoką pozycję prezesa. ‘Przekonuje’ nas w niej, że jeśli będziemy sumiennie opłacać abonament radiowo-telewizyjny, to wówczas takie narzędzie, jakim jest telewizja stanie się uniezależnione od władzy politycznej, bo będzie w stanie finansować się wyłącznie z tytułu opłacanego przez nas abonamentu (w chwili obecnej oczywiście finansuje się zarówno z abonamentu, jak i ze skarbu państwa, czyli krótko mówiąc z naszych podatków). Pan prezes stara się przeciętnemu Janowi Kowalskiemu pokazać multum korzyści płynących z tego, że będzie płacił nie mały z resztą abonament. Między innymi chodzi o to, by udowodnić panu Jasiowi, że telewizja będzie jedynym wiarygodnym i zarazem najpewniejszym źródłem informacji, w którym to obiektywnie oceniać się będzie wszystkich, zarówno koalicję rządzącą jak i opozycję.
Niefart chciał, że równolegle odbywają się kolejne ‘afero-skandale’, poszukuje się kolejnych sensacji i okazji, by oczernić opozycję, a jednocześnie manipulować przyszłymi głosami wyborców. Z pewnych osób robi się mówiąc wprost debili i psychopatów, wmawiając odbiorcom, że tak w istocie jest. W związku z powyższym na jakiej podstawie ludzie mają uwierzyć, że w istocie będzie panował szeroko pojęty obiektywizm?
Nie wspominając już o potencjalnych partiach, które nie są w sejmie i w ogóle nie mają możliwości dotarcia do społeczeństwa ze swoimi programami poprzez telewizję (jakimś dziwnym trafem, ciekawe dlaczego). Niby nie ma czasu antenowego? To może w czasie wakacji, zamiast puszczania ludziom po raz dziesięciotysięczny ‘Stawki większej niż życie’, ‘Czterdziestolatka’, ‘Zmienników’, ‘Janosika’, ‘Samych Swoich’ (…), kilku powtórek dziennie serialowych tasiemców i tym podobnych, przeznaczyć ten czas dla partii, które chcą także się pokazać?
Jest to jednak temat na oddzielny artykuł, więc poprzestanę na razie na tym, co dzieje się aktualnie.
Gdyby nawet doszło do sytuacji, w której nagle wszyscy zaczynają słuchać szanownego pana prezesa, wynik byłby prawdopodobnie taki, że i tak nic by się nie zmieniło w kontekście uniezależnienia od władzy, a środki uzyskane od większej liczby płacących abonament zostałyby zapewne przeznaczone na podwyższenie stawek godzinowych dla prezenterów, osób robiących tak zwane żałosne ‘show’ lub innych, mniej widocznych pracowników.
Może przez wzajemny szacunek nie warto robić z ludzi idiotów.
Ludzie zaś winni pokazać honor, obudzić w sobie resztki racjonalizmu i nie stawać się idiotami.


Powrót do tragedii

27/06/2010

Niemal trzy miesiące temu byliśmy świadkami niebywale przykrej katastrofy o wręcz niewysłowionym dla naszego kraju rozmiarze. W momencie śmierci tylu ważnych osobistości większość z nas zadawała sobie często pytania odnośnie najbliższej przyszłości, a także próbowała jakoś na swój sposób przeboleć ten cały szok i dramat.
Zdecydowałem się powrócić do tego smutnego wydarzenia po tym, jak spotkałem się z opiniami wielu osób co do pogrzebu pary prezydenckiej. Przedmiotem sporu było oczywiście miejsce pochówku głowy państwa wraz z małżonką. Część osób była przeciwna pochowaniu (ówcześnie) najważniejszych ludzi w kraju na Wawelu, pośród wielu historycznych znakomitości. Jako główny argument podawano fakt, iż nie zasłużyli się niczym wielkim lub nie wystarczająco dużym w swoim życiu na Ziemi.
W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że całkowicie nie zgadzam się z tego typu poglądami. Nie mają one bowiem zasadniczo żadnego znaczenia jeśli chodzi o odniesienie się do głowy państwa. Chodzi bowiem o sam respekt, hołd w stosunku do stanowiska/funkcji prezydenta, najważniejszego człowieka w kraju, niezależnie od tego jakie nazwisko posiadał, co robił w życiu prywatnym, jaką politykę prowadził, w jaki sposób reprezentował kraj, jakie błędy popełniał i jakie sukcesy są mu przypisywane. Ludzie muszą zrozumieć, że są rzeczy ważne i najważniejsze.


Polityczny renesans

01/06/2009

Polityka. Ostatnimi laty coraz bardziej nas, szarych obywateli – nazwijmy to – dotyka. Nie da się nie zauważyć, że praktycznie każda dziedzina życia społecznego jest od niej mniej lub bardziej uzależniona. Dlatego też uważam, że jako grupa młodych ludzi, którzy w przyszłości mają zbierać plony teraźniejszego zasiewu, powinniśmy zacząć myśleć racjonalnie i podejmować słuszne decyzje względem przyszłych rządów, bądź ludzi reprezentujących nasz kraj ‘na zewnątrz’.
Póki co nie można pominąć kwestii beznadziejnego prowadzenia polityki w naszym kraju. To co nas, prostych ludzi na co dzień dotkliwie spotyka zostaje przez rząd na całej linii bagatelizowane, a ewentualne protesty i zażalenia konkretnych grup społecznych kończą się najczęściej na pustych obietnicach, które w ogóle nie przekładają się na polepszenie naszej jakości egzystencji. Najbardziej frasobliwym faktem jest jednak ustrój panujący w Polsce, nieadekwatny do poziomu wykształcenia społeczeństwa. Demokracja bowiem jest pewnego rodzaju rządem, w którym ‘władzę sprawuje większość’, a jeżeli w naszym kraju na 32 mln osób powyżej 13. roku życia raptem 3,2 mln posiada wykształcenie wyższe lub dodatkowo powiedzmy 1 mln posiada wykształcenie policealne (Na podstawie spisu powszechnego z roku 2002.) to oznacza, że na wybory chodzi zdecydowana większość ludzi niewykształconych, którym wystarczy zrobić z umysłów sieczkę, obiecać kokosy w reklamach wyborczych i rzucić przysłowiową ‘kiełbasę’, by poszli dalej zagłosować na ludzi, którzy na przełomie dwóch dekad zdołali nam bardzo dokładnie uświadomić, że polityka i władza są narzędziami, którymi posługiwać się w żadnym stopniu nie potrafią. W przeciwieństwie do ludzi z szerokim poglądem na sytuację, odpornych na obłudę, pragnących autentycznie zmienić coś w kraju na lepsze. Parafrazując słowa Janusza Korwina-Mikke: ‘Aby w końcu coś zmienić w tym kraju, należy zmienić konstytucję (…)’ – póki nie zaczniemy od fundamentów, nic nie ulegnie poprawie.

Nasuwa się zatem pytanie, czy warto iść na wybory do europarlamentu, które odbędą się już raptem za dni sześć. Osobiście zalecam zapoznanie się z wypowiedzią Łony z dnia 04.10.2007r. która co prawda odnosi się do ostatnich wyborów do sejmu i senatu RP, ale jednocześnie głęboko uświadamia potencjalnego wyborcę o słuszności oddania głosu: http://serwisy.gazeta.pl/wybory2007/1,85096,4548469.html

Jeżeli jesteś osobą wykształconą, która do tej pory nie interesowała się przbiegiem działań naszych polityków (choć może ujmując to bardziej dobitnie – ich brakiem), a wyrażasz zainteresowanie poznaniem całych, pozornie nieszkodliwych układów i ich funkcjonowania pod swego rodzaju przykrywką, zachęcam do lektury Rafała A. Ziemkiewicza noszącej tytuł ‘Czas wrzeszczących staruszków’ lub/oraz do zapoznania się z stosunkowo niedawno znalezionym przeze mnie fragmentem, odnoszącym się co prawda do wyimaginowanego świata, ale..

‘Pasztetówa z całą swoją ‘ośmiornicą’ był zasadniczo poza zasięgiem prawa. W porę zakończył pionierski etap swojej działalności – czy, jak to ujmują podręczniki, okres pierwotnej akumulacji kapitału – wyrzucił spluwę, łom oraz inne bandyckie narzędzia do rzeki i zamiast napadać na TIR-y, włamywać się, porywać dla okupu czy wymuszać haracze, zainwestował w zatrudnianie młodych, ambitnych księgowych i finansistów. Zakładał w całym kraju legalnie działające firmy, sprzedające sobie nawzajem własne zobowiązania płatnicze i podatkowe, a nierzadko oferujące także uprawniające do oddłużeń transakcje, z obopólnym zyskiem, dużym firmom państwowym. I na końcu całego łańcucha oczywiście kasował zwrot VAT-u. Dowcip polegał na tym, że działał całkowicie legalnie, wykorzystując dziury w prawie. Idę zresztą o zakład, że większość tych dziur sam wyborował, kupując albo podpuszczając posłów, żeby je na komisji wpisali jako poprawki. Udowodnić nic oczywiście nie można, a używani do tego posłowie zazwyczaj wierzą, że ich poprawki służą walce z obcym kapitałem albo zabezpieczeniu interesów ludu pracującego. Skąd taki poseł, głąb po zawodówce rolniczej albo wieczorowym kursie marksizmu leninizmu ma wiedzieć, że wprowadzając w najlepszych intencjach do przepisów jakieś niezdefiniowane prawnie sformułowanie, paraliżuje skutecznie całą ustawę i odwraca do góry nogami starania prawników, którzy ją pisali? A raz wrzuconego do ustawy szczura już się z niej nie wyciągnie, bo inni posłowie nie są mądrzejsi od tego pierwszego. Nawet gdyby byli, żaden nie ma głowy do czytania całych ton papierzysk, zwłaszcza że odrywałoby go to od smakowania uroków poselskiego życia.’

Fragment opowiadania ‘Akwizytor’ w ‘Coś mocniejszego’
Rafała A. Ziemkiewicza
Fabryka Słów, Lublin 2006


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.