Kolczykowe strapienie

15/09/2009

Nie jestem chyba jedyną osobą, która posiada zaiste głębokie przekonanie o tym, że ilość kolczyków znajdujących się w ciele danej osoby jest odwrotnie proporcjonalna do ilorazu jej inteligencji. Zacznę może od podjęcia kwestii płci przeciwnej. Operacja ‘kolczyki’ jest dość niebezpieczną czynnością, która może poprawić aparycję, ale może ją również totalnie zachwiać i to przez przekroczenie pewnego, zdrowego limitu. Od początku. Wiadomą rzeczą jest, że kobieta stworzona została jako ta piękniejsza płeć (wychodzimy tu bynajmniej z pospolitego założenia, nie filozoficznego; albowiem wiadome jest, że według starożytnych filozofów to budowa ciała mężczyzny była ideałem najwyższego piękna; pomińmy w tym miejscu wiele daleko sięgających skutków takiego założenia). Dlatego też zrozumiałe jest, że w każdy możliwy sposób próbuje podkreślić swoją urodę. Kolczyki są jednym z elementów upiększenia tegoż i tak pięknego już samym w sobie ciała. Nie mam ku temu nic przeciwko; zwyczajny błysk metalu powoduje siłą rzeczy przykucie uwagi facetów. Schody zaczynają się w momencie, kiedy niewiasty wychodzą z błędnego założenia, że im więcej metalu mają w ciele, tym bardziej można podkreślić swoją obecność. Owszem. Z tym wyjątkiem, że jest to totalnie negatywne podkreślenie. Przyczyną takiego działania jest niestety głęboko zakorzeniony kompleks na temat swojego wyglądu. Jest to próba poprawienia samopoczucia, chęć sztucznego upiększenia swojej osoby. Okazuje się to jednak błędnym działaniem, tragicznym w skutkach dla otoczenia. Przekłuty nos, warga, broda, itp. stają się odrażające dla kogoś, kto posiada odrobinę oleju w głowie. Jest to celowe zachwianie pewnego rodzaju norm estetycznych ludzkiego ciała.
Myślę, że w tym miejscu większość facetów przyzna mi rację, że: jeśliś zdrowy to rozglądasz się za kobietami, nie robotami tworzonymi z metalu. Wniosek jest jeden Drogie Panie: ograniczajcie kolczyki do ilości dwóch, po jednym na każde ucho, a wszystko zostanie w harmonii i ładzie, tak jak winno być.

Druga kwestia to kolczyki w ciele mężczyzn.
Pewnych czynności kobieta nie winna popełniać, m.in.: naprawiać samochodu, prowadzić ciężarówki, grać w piłkę nożną, czy sprzątać garażu. Umieszczanie kolczyków w ciele jest czynnością, której pod absolutnie żadnym pozorem nie winien popełniać mężczyzna. Jest to chyba najdelikatniejszy sposób w jaki można skomentować podobne działanie przez ‘typków’..


Przebrana miara

10/06/2009

Przez długi okres czasu nie zabierałem w tej kwestii swojego zdania do momentu, kiedy stałem się świadkiem wyjątkowych przegięć. Warto również zauważyć, że z początku miałem to głęboko w pewnym miejscu, na którym zwykłem siadać. Chodzi mianowicie o kretyński wynalazek producentów telefonów komórkowych, który okazał się niezwykle niewygodny dla ludzi, którzy szanują sobie spokój w miejscach publicznych (czyt. jest to zdecydowana większość obywateli), czyli o możliwość odsłuchiwania muzyki przez komórkowy głośniczek. Producenci nie przemyśleli jednej, ogromnie ważnej kwestii. Mianowicie jeżeli takie telefony są używane przez ludzi inteligentnych, to wszystko jest w porządku, ale jeśli wynalazek XX. wieku trafi w ręce ubranego w dres debila, wychowywanego w szarych blokowiskach, który chce w ten sposób prawdopodobnie ‘poszpanować’ nowiutkim telefonem, pokazać jaki jest ‘fajny’ tudzież zwrócić na siebie uwagę, to cierpią na tym wszyscy. Byłoby w tym pół biedy, gdyby taki delikwent słuchał jeszcze względnie dobrej muzyki. Niemniej jednak jakość takiego odsłuchu jest co najmniej żałosna i powoduje tylko, że ludzie znajdujący się w pobliżu osiągają stan pasji.
Dla mnie osobiście tego typu pacjenci są uosobieniem społecznego dna, ponieważ to czego słuchają odzwierciedla ich zasób umysłowo-zmysłowy, który w tych wypadkach najczęściej okazuję się zwyczajną próżnią. Nikt nie wmówi mi, że to czego się słucha jest kwestią gustu, o którym się nie dyskutuje. Można debatować na temat tego, dlaczego jedni słuchają rock’a, hip-hop’u, chillout’u a jeszcze inni muzyki klasycznej, jazz’u, czy metalu. Polemizowanie jednak z kimś, kto słucha ‘sieczki’, w której autorowi przy nagrywaniu zacięła się płyta jest zniżaniem się do poziomu zero, do regresji intelektualnej. Dlatego też z tego miejsca apeluję – jeśli zamierzasz puszczać podobną muzykę z komórki przez głośniczek w miejscu publicznym, to lepiej wstrzymaj się, załóż słuchawki lub poczytaj w tym czasie książkę. Wyjdzie to na lepsze osobom w twoim otoczeniu, a przede wszystkim tobie.

Od dawna wiadomo jednak, że głupota sama w sobie jest zjawiskiem bezkresnym. Parę miesięcy temu byłem obserwatorem sceny w autobusie MZK, kiedy to podobny pajac, przyodziany w czarną odzież z ‘łyżwą’ na piersi, próbował w wyżej wspomniany sposób zrobić wrażenie na swojej urokliwej koleżance. Nim pokazał wszystkim jaką ma świetną komórkę, posłużył się mniej więcej takim bełkotem: ‘Ej wiesz, że mam nowy numer XYZ? Zajebisty jest, zapodam ci.. Weź to obczaj..’. Tak, ten kret był uczniem gimnazjum (o ile jego rola w niniejszej instytucji nie ograniczała się do podwyższania frekwencji na zajęciach lekcyjnych), gdyż ku mej uciesze wysiadł na przystanku przy niniejszej szkole.

Ostatecznie za niestosowanie się do powszechnych norm kulturowych władze państwowe winny karać podobne jednostki mandatami w wysokości co najmniej złotych dwustu. Jest to bowiem zakłócanie porządku publicznego oraz nieświadome uszkadzanie narządów słuchu osób postronnych.


Niedziela na planie filmowym

08/02/2009

Jako jeden z kilkunastu uczniów naszej informatycznej klasy zmobilizowałem się w weekend, aby wziąć udział oraz pomagać w kręceniu filmu na studniówkę, która odbędzie się raptem za kilka dni. Film przedstawia spontaniczno-ludyczno-historyczny obraz naszej klasy. Kręcony był zarówno w szkole, jak i na ulicach, przystanku autobusowym, w domu, przed supermarketem, w samochodach w przeróżnych miejscach miasta Bydgoszczy. Niemal wszystkie sceny zostały nagrane, pomijając nieliczne wyjątki. Liczymy teraz w głównej mierze na naszych reżyserów, a zarazem scenarzystów – Darjusza i Nowika oraz Koperoza, którzy będą odpowiedzialni za dobry montaż, podkład i efekty. Całość planujemy pokazać wychowawczyni jeszcze przed wielką imprezą, o ile nasi specjaliści zdążą wszystko ‘posklejać’. Zapowiada się naprawdę przednia zabawa, wiele wątków szkolnych oraz typowych zachowań naszych uczniów w różnych życiowych sytuacjach.
Podczas nagrywania, na które poświęciliśmy pół soboty i całą niedzielę, kiedy to panował ogólny śmiech, zabawa, burza pomysłów i ciekawych rozwiązań, nasunęły się do mej głowy wnioski. Ta Idylla skończy się już raptem za dwa i pół miesiąca, nasze drogi rozejdą się na dobre i tylko w nielicznych przypadkach będziemy spotykali się w znacznie mniejszych gronach. Będzie wszystkim brakowało takich osób jak Czarny, który został bezapelacyjnie bohaterem dnia po swoich wyczynach na planie filmowym. Człowiek – legenda, żeby zrozumieć trzeba go poznać, a żeby móc go choć trochę poznać należy obejrzeć film ze scenami, w których grał główną rolę (…)

comming soon…


Chwilowy marazm uwidoczniony nutą paniki

01/02/2009

Pora po długim czasie coś wpisać, zwłaszcza jeżeli ostatnie dni mijały pod wielkim znakiem zapytania i niepowodzenia. Rozczarowania niemal w każdym elemencie ludzkiej egzystencji, począwszy od tragicznej pogody, braku promieni słonecznych, depresji po typowe ‘szkolno-naukowe’ wpadki, wynikające co ciekawe w większości nie z własnej winy oraz treningowe podłamanie dwiema ‘glebami’ w przeciągu dwóch ostatnich OWB’jek i WB’jek. Perspektywa zbliżającego się nieubłaganie kolejnego tygodnia bardzo zaniża mój poziom pewności siebie, zwiększając tym samym zmęczenie psychiczne. To chyba najbardziej widoczny dowód na to, że potrzebne są ferie zimowe. Powoli wszyscy dostają w baniak, a przejawia się to na różnorakie sposoby.
Jeżeli już browar z kumplami nie wywołuje w kimś starego, dobrego entuzjazmu, to oznacza jedno – jest źle, ba tragicznie!
Najwyższa pora zacisnąć zęby i brnąć na przód. Nie rozglądając się na boki robić swoje i starać się czynić to jak najlepiej.
Po kilku godzinach dzisiejszej nauki doszedłem do wniosku, że muszę napisać o tym notę, by choć przez chwilę oderwać myśli od szarej rzeczywistości (pomijając oczywiście wcześniej wykonany, jakże zbawienny dla umysłu trening). Dlategoteż czując parowanie głowy, uczucie bliskie dostaniu w dekiel po pochłoniętych tysiącach, jeśli nie dziesiątkach tysiący różnorodnych słów tworzących rzekomo logiczne całości, usiadłem i napisałem przestrogę dla ludzkości, by nie odkładać tylu rzeczy na ostatnią chwilę i jeśli to tylko możliwe, załatwiać je jak najszybciej, biorąc poprawkę na życiową nieprzewidywalność.
Z drugiej strony takie chwile również są potrzebne ku rozwojowi, doświadczeniu, hartowaniu (…). Na tym polegało, polega i na pewno długo będzie polegać szare życie zwykłego, przęciętnego człowieka nieustannie dążącego do (szczęścia?) realizowania swoich mniej lub bardziej ukrytych celów.


Nie kończ w środku!

11/07/2008

Natenczas dopadła mnie filozoficzna myśl, którą zawarłem w tytule… Niemożliwe bowiem jest zakończyć coś w trakcie z powodzeniem. Jeśli już zabieram się do czegoś do staram się to wykonywać od początku do pełnej perfekcji, tak bynajmniej było za dawnych czasów, kiedy to moja wysuszona przez chlor skóra miała codziennie podwójne zetknięcie z pływalnią. Okazuje się jednak, że jest wiele rzeczy, które nie do końca zrobiłem w taki sam sposób, czego efekty uwidaczniają się dopiero po jakimś czasie…

Robiąc głupie porządki i wyrzucając masę zbędnych i nieprzydatnych przedmiotów zacząłem się zastanawiać, dlaczego jeszcze do niedawna marnotrawiłem na nie pieniądze. Nierozerwalnie zaczynam cofać się do przeszłości analizując ówczesne potrzeby i dochodzę do wniosku, że byłem zwyczajnie głupi. W głowie rodzą się myśli i wnioski, ale wśród powstałych okoliczności staję się w pewnym sensie zagubiony. Nie potrafię poukładać sobie przebiegu zdarzeń i choć czasami uroiło się w łepetynie pocieszenie, że dane dobro było mi niegdyś przydatne, to w chwilę później pojawiła się krytyka czasu teraźniejszego mówiąca, że nie będzie mi to już potrzebne.

Tkwiąc pośrodku problemu nie można spośród masy dróg odnaleźć tej właściwej prowadzącej do jego rozwiązania, gdyż szereg zakrętów nie pozwala jednoznacznie wybrać odpowiedniego wyjścia. Jednak teraz już wiem, że jest na to dobry sposób, zwany widokiem z helikoptera. Dzięki niemu możemy dostrzec właściwe rozgałęzienie…

W kwestii porządkowej ma to się tak, że zanim nabędziemy daną rzecz, należy z perspektywy śmigłowca ocenić, czy w przyszłości nie będziemy musieli się jej z mniejszych bądź większych względów zwyczajnie pozbyć. Oszczędzimy tym samym czas, pieniądze i całą rzekę niepotrzebnych refleksji prowadzących do… środka, w którym koniec wydaje się być rezultatem absurdalnym.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.